Wolny czas poświęcam córeczce Aplikuj

Agata Kulesza pracuje w McDonald’s w Tychach. Uwielbia swoją pracę za elastyczny grafik i przyjaciół, z którymi ma okazję współpracować.

Jak to się stało, że trafiła pani do McDonald’s?

To dosyć zabawna historia, bo zaczęłam pracę tutaj trochę przez przypadek. Przyszłam do McDonald’s prywatnie, żeby coś zjeść, a na mojej tacce położono ulotkę z informacją, że poszukiwani są pracownicy. Szukałam akurat wtedy pracy, więc pomyślałam, że spróbuję. Wypełniłam formularz i zostawiłam go u menadżera, a po trzech miesiącach otrzymałam telefon, że zostanę zatrudniona. To było w 2012 roku, więc minęło już sześć lat.

Od razu się spodobało?

Wiadomo, że pierwszy dzień w pracy jest stresujący. Ale w zasadzie od razu po przyjściu tutaj poczułam, że to jest praca dla mnie. Nie mogłabym siedzieć za biurkiem, potrzebuję ruchu, a McDonald’s szuka ludzi energicznych. Tutaj ciągle coś się dzieje i to mi się podoba. Przyszłam do McDonald’s z myślą, że chcę spróbować, ale z czasem doszłam do wniosku, że to jest właśnie ta praca, jakiej szukałam.

Jakich cech potrzeba, by dobrze sobie radzić w tej pracy?

Jest to na pewno praca wymagająca, choć niektórym się wydaje, że tak nie jest. Mamy presję czasu, musimy działać szybko, czasem nie jest łatwo, kiedy klientów jest dużo. Ale jednocześnie to praca, z której czerpie się dużą satysfakcję. Na pewno trzeba być cierpliwym, mieć w sobie dużo energii i przede wszystkim dobrych chęci.

Ma pani przypisane konkretne stanowisko pracy?

Pracownik może robić praktycznie wszystko, w zależności od dnia i stanowiska, jakie zostanie mu przydzielone, czyli teoretycznie stałego miejsca pracy nie ma. Czasem jestem na kuchni, innym razem obsługuję gości, robię kanapki, albo odbieram zamówienia w McDrive. Mamy rozpiskę z zadaniami, do jakich pracownicy danego dnia są przypisani, dzięki czemu wiemy na przykład, kto musi przyjść rano, by otworzyć McDrive’a, który czynny jest jako pierwszy.

Łatwo w McDonald’s o awans?

W tej chwili jest duże zapotrzebowanie zarówno na pracowników, jak i menadżerów, więc w zasadzie awans może dostać każdy. To, co jest istotne, to ambicja i wykazanie się nieco większą inicjatywą, niż jest to wymagane. Jeśli taka osoba stara się i daje z siebie wszystko, na pewno zostanie dostrzeżona i doceniona.

Musi dobrze radzić sobie z klientami.

Między innymi. My naszych klientów na co dzień nazywamy gośćmi. A ci oczywiście potrafią nieraz zaskoczyć. Kiedyś miałam zabawną sytuację z jedną panią, która przyszła poprosić o sprawdzenie rachunku, bo wydawało jej się, że miała zapłacić zbyt dużo. Wytłumaczyłam jej grzecznie, że zamówienia nabijane są na kasę i to maszyna wszystko sumuje. Dołączył do mnie kolega Paweł, który razem z panią policzył wszystko ręcznie na kalkulatorze. Okazało się, że maszyna się nie pomyliła, a pani była bardzo miła. Wyszło z tego mnóstwo śmiechu.

Jak należy zachowywać się w takich sytuacjach?

Trzeba być cierpliwym, spokojnym. Należy wysłuchać gościa, nie kłócić się z nim. Pamiętajmy, że każdy mógł się pomylić – zarówno my, jak i on. Po co niszczyć atmosferę, kiedy można zwyczajnie porozmawiać, a nawet obrócić sytuację w żart? To staram się robić. Z pełnym uśmiechem.

Są jakieś nietypowe aspekty tej pracy, z którymi musi się pani mierzyć?

Dla nowego pracownika trudnym aspektem są pewnie nasze standardy. Dla kogoś, kto przychodzi do nas po raz pierwszy, może się na przykład wydawać dziwne, że myjemy ręce minimum co godzinę i mamy nawet ustawiony budzik na kuchni, który informuje nas o tym, że pora umyć ręce. Kiedy coś spadnie na podłogę, wyrzucamy to i od razu idziemy umyć ręce. Generalnie dbamy o higienę i wszelkie standardy, by jak najlepiej obsługiwać gości.

A jaka atmosfera panuje między samymi pracownikami?

Zdecydowanie rodzinna. To nie jest praca, której trzeba poświęcić życie, znajduje się czas na różne wypady po pracy. Zdarza się, że na przykład po popołudniowej zmianie idziemy z pozostałymi pracownikami, z którymi prywatnie bardzo się lubimy, na ogródki przed McDonald’s i „imprezujemy” (śmiech).

Czyli na brak czasu wolnego pani nie narzeka?

Absolutnie. Mam małą córeczkę, 1,5-roczną Hanię, a dzięki elastycznemu grafikowi jaki tutaj mamy, mogę spędzać z nią dużo wolnego czasu i patrzeć, jak dorasta. Do 15-go dnia każdego miesiąca wypisujemy dyspozycyjność i szefostwo bierze to pod uwagę. To praca idealna dla osób uczących się czy młodych rodziców. Jeżeli chcę na rano, mam na rano, inny tydzień na popołudnie. Nie ma z tym problemu.

Poleciłaby pani tę pracę?

Jak najbardziej. Czasem jest ciężko – jak w każdej pracy – ale gdybym miała wybierać ponownie, wybrałabym z pewnością McDonald’s.

Agata Kulesza w tyskim Mcdonald’s pracuje od sześciu lat

 

Artykuł przygotowany i pierwotnie opublikowany przez "Dziennik Zachodni"

 

 

 

Przeczytaj
poprzedni
8 lutego 2019
Studia dzienne i praca? To możliwe!
Przeczytaj
następny
19 czerwca 2019
Najbardziej podoba mi się w McDonald’s tempo pracy i różnorodność zadań
Aplikuj