McDonald’s daje każdemu równą szansę na rozwój Aplikuj

Zaczynał pracę w McDonald’s jeszcze jako młodociany. Przebył drogę od pracownika restauracji do koordynatora operacyjnego ds. wdrożeń w korporacji. Co było największym wyzwaniem dla 18-letniego managera? Jak sobie radził na poszczególnych stanowiskach? I co się zmieniło w McDonald’s przez te lata? Na te i inne pytania odpowiada Adam Peglau.

Pracę w McDonald’s zacząłeś jeszcze jako 17-latek. Skąd w ogóle pomysł, żeby pójść w tym wieku do pracy?
Akurat mieszkałem po sąsiedzku i byłem częstym gościem w restauracji McDonald’s. Zobaczyłem plakat z informacją, że firma rekrutuje i zatrudnia też pracowników młodocianych, czyli takich, którzy ukończyli 16 lat. Pomyślałem, że to dobra okazja, żeby zarobić w wakacje swoje pierwsze pieniądze.

I jak wspominasz początki?
Bardzo pozytywnie! Razem ze mną zaczynało pracę kilkanaście osób w podobnym wieku. Byliśmy szkoleni w tym samym czasie, więc udało nam się stworzyć zgraną ekipę. Wszystkiego uczyła nas pierwszego dnia instruktorka Beata, którą do dziś bardzo dobrze wspominam. Opowiadała, jak wyglądają zadania, omawiała z nami materiały, a później sprawdzaliśmy tę wiedzę w praktyce, czyli na serwisie, obsługując gości.

Trudno się było tego wszystkiego nauczyć?
Nasza grupa miała szczęście, bo trafiliśmy na wyjątkowego instruktora. Beata poza tym, że ma talent do przekazywania wiedzy, to jest ciepłą osobą, więc nie krępowaliśmy się o nic pytać. Z jednej strony mieliśmy więc wsparcie doświadczonego pracownika, z drugiej – pomagaliśmy sobie wzajemnie i wymienialiśmy się informacjami. Jeśli chodzi o naukę, to ja miałem o tyle łatwiej, że znałem McDonald’s z perspektywy gościa.

Zmieniłeś perspektywę patrzenia na McDonald’s z gościa na pracownika. Co cię najbardziej zaskoczyło?
Zaskoczył mnie cały system szkoleń w McDonald's, że wszystko jest tu mocno ustandaryzowane i tak sprawnie działa. Nie przypuszczałem wcześniej, że do każdej czynności jest określony standard działania.

Pamiętasz swoje pierwsze zadania?
Zostałem zatrudniony jako pracownik młodociany, więc mogłem pracować tylko na serwisie i McDrive. Zdecydowanie bardziej podobało mi się obsługiwanie kierowców, bo zawsze dużo się działo i praca była intensywniejsza. Musiałem się też wykazać podzielnością uwagi. To było dla mnie ciekawe i czas szybko mijał. Do dziś McDrive jest moim ulubionym stanowiskiem.

Tak ci się spodobało, że postanowiłeś zostać w McDonald’s na dłużej?
Dobrze mi się pracowało, więc jak tylko skończyłem 18 lat, to zatrudniłem się do pracy w weekendy. Szybko, bo po około roku, dostałem swój pierwszy awans. Początkowo miałem objąć stanowisko instruktora, ale z różnych względów okazało się, że zostanę od razu managerem.

Jak udało Ci się połączyć szkołę z pracą managera restauracji?
Od poniedziałku do piątku byłem uczniem, a w soboty i niedziele koordynowałem pracę serwisu McDonald’s i pomagałem pracownikom. Praca w weekendy była bardzo intensywna, bo wtedy odwiedza nas najwięcej gości. Niektórzy znajomi się dziwili, że w ogóle mam siłę wstawać rano do szkoły, ale ja nie miałem większych problemów z nauką.

A co było największym wyzwaniem na stanowisku managerskim, które objąłeś w tak młodym wieku? Zostałem managerem w wieku 19 lat i największym wyzwaniem było dla mnie zbudowanie autorytetu i relacji z pracownikami. Mieliśmy niską rotację, więc zarządzałem ludźmi, z którymi jeszcze niedawno pracowałem na tym samym stanowisku. Wielu z nich miało dłuższy staż, niż ja i pamiętali moje początki. Jednak z czasem, kiedy wszyscy zobaczyli, że pracuje z nimi ramię w ramię, to udało nam się zbudować bardzo dobre relacje. Sporym wyzwaniem było też dla mnie odnalezienie się w kadrze managerskiej, ponieważ miałem najmniejsze doświadczenie. W tym temacie czas i zaangażowanie okazały się najlepszymi pomocnikami.

Mogłeś liczyć na wsparcie ze strony bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów?
Jasne! Pierwsze zmiany prowadziłem z managerką, która uczyła mnie wszystkiego i mówiła, na co zwracać uwagę. Z czasem prowadzenie zmiany szło mi coraz lepiej. Trzeba nabrać pewnej biegłości operacyjnej i przede wszystkim myśleć o ludziach. Nie może być tak, że pracownicy idą na przerwę za późno, bo manager o tym zapomina.

Czy każdy może w tak krótkim czasie awansować w McDonald’s jak ty?
Jeśli chodzi o możliwości awansu, to uważam, że McDonald’s jest fenomenem na rynku pod tym względem. To, jak szybko otrzyma się wyższe stanowisko, zależy w dużej mierze od zaangażowania i tego, jak wykonuje się swoją pracę. Firma daje każdemu taką samą szansę i to pracownik decyduje o tym, jak ją wykorzysta i w jakim tempie będzie się rozwijać. Nikt też nie ocenia ludzi pod względem wykształcenia. Są różne sytuacje, nie każdy ma możliwość pójścia na studia. W McDonald’s nie ma to znaczenia. Są osoby, które mają wrodzone zdolności przywódcze i odkrywają je w trakcie pracy. Znam pracowników, którzy dopiero po awansie zapisali się na uczelnię, ponieważ chcieli uzupełnić wiedzę i firma im w tym pomogła.

Jaki był twój kolejny etap kariery, po stanowisku managerskim?
Na każdej ocenie rocznej byłem przygotowywany do objęcia roli asystenta, czyli zastępcy kierownika. Udało mi się to po około dwóch latach. W międzyczasie zacząłem zaocznie studiować komunikację i public relations. Do moich nowych zadań należały m.in.: rekrutacja, zamówienia towarów, szkolenia pracowników, planowanie i realizacja projekcji sprzedażowych, kwestie związane z dokumentacją i budżetem, badanie trendów- sprawdzanie, co wpływa na sprzedaż. Musiałem się wielu rzeczy nauczyć, zwłaszcza że doszły mi zadania administracyjne. Wzrosła odpowiedzialność, więc pojawił się stres, czy wszystko robię dobrze. Kilka razy w miesiącu miałem szkolenia z obowiązków kierownika. Najważniejsze było dla mnie budowanie doświadczenia, bo te kompetencje zdobywa się z czasem.

Zrobiłeś w firmie błyskawiczną karierę. Jak to wyglądało od kuchni, jeśli chodzi o relacje z innymi pracownikami?
Ktoś kiedyś powiedział, że pracuje w McDonald’s dla ludzi, i ja się z tym stwierdzeniem zgadzam. Dzięki tej pracy poznałem wielu przyjaciół. Miałem szczęście do zespołów i zawsze trafiałem na świetne osoby. Relacje zbudowane w restauracji są wyjątkowe, ponieważ zadania tutaj są wymagające i pracownicy muszą się wspierać, a to się przekłada też na życie prywatne. Co tu dużo mówić – sam poznałem moją żonę w McDonald’s. Zaczynała pracę na podstawowym stanowisku w restauracji, a później została managerem ds. personalnych.

Wspólnie przeprowadziliście się do Wrocławia. Co to zmieniło w twojej pracy?
Zostałem pierwszym asystentem, czyli osobą, która jest gotowa do przejęcia restauracji. Tak też się stało i to szybciej niż myślałem. Moja kierowniczka zaszła w ciążę i w 2014 roku zacząłem pełnić funkcję kierownika. Odpowiadałem za wszystko począwszy od bezpieczeństwa gości i pracowników, przez jakość obsługi, zatrudnianie ludzi, akcje marketingowe, wdrażanie nowych projektów, szkolenie innych restauracji aż po tematy związane z ochroną środowiska.

Co jest kluczem do sukcesu sprawnego działania restauracji?
Prowadziłem restaurację szkoleniową. To znaczy, że byliśmy jednym z pierwszych lokali, które wdrażały i testowały nowe projekty. Zbudowaliśmy silną kadrę managerską i dzięki niej wszystko nam się udawało. Utrzymanie świetnych pracowników, którzy potrafią przekazywać wiedzę, to klucz do sukcesu każdej firmy.

Który z projektów, nad jakimi pracowałeś, był najciekawszy?
Już jako starszy kierownik restauracji wprowadzałem pierwszy projekt związany z gościnnością, oparty na budowaniu relacji w zespole i z gośćmi. Myślę, że było to duże wyzwanie nie tylko dla mnie, ale też dla całej firmy. Nasza restauracja była jedną z pierwszych, która wdrażała ten projekt i byliśmy w niego bardzo zaangażowani. Naszym zadaniem było wypracowanie pomysłów, które ułatwią poprawić gościnność w całej Polsce. Ciekawym doświadczeniem była też dla mnie praca przy otwarciu restauracji na lotnisku w Gdańsku.

Miałeś przy tym poczucie, że twoje zaangażowanie jest doceniane?
Akurat z projektem gościnności wiąże się jedno z moich lepszych wspomnień z pracy. Pewnego dnia odebrałem telefon z działu operacyjnego restauracji korporacyjnych, że otrzymałem nagrodę Ray Kroc Award, przeznaczoną dla 1% najlepszych kierowników McDonald’s na świecie! Poleciałem ją odebrać aż do Orlando. To było niezapomniane przeżycie i satysfakcja z tego, co udało mi się osiągnąć. Doceniony poczułem się również w momencie, kiedy zaproponowano mi awans na starszego kierownika. Wcześniej miałem rozmowę z szefową na temat jakości mojej pracy. Mówiłem, co chciałbym robić i jak się rozwijać. Niedługo po tym, kiedy zaproponowano mi wyższe stanowisko, miałem poczucie, że ktoś mnie wysłuchał i wziął pod uwagę moje argumenty. To jednak nie był koniec, bo później dostałem propozycję wspierania liderów gościnności. To był pierwszy moment, w którym wyszedłem z restauracji i zacząłem wspierać restauracje na terenie całej Polski. Razem z koleżanką z zespołu dostaliśmy przestrzeń do kreatywności, firma była otwarta na nasze propozycje. Pomyślałem wtedy, że ktoś musi mi bardzo ufać, skoro powierzył mi takie zadanie, bo wprowadzenie projektu Lidera Gościnności było jedną z kluczowych zmian w ostatnich latach.

Przeszedłeś drogę od obsługi gościa po pracę  w biurze McDonald’s Polska. Czy są sytuacje, w których znajomość perspektywy pracownika restauracji pomaga?
Przede wszystkim fakt, że pracowałem wcześniej w restauracji, bardzo mocno buduje moją wiarygodność. Pracownicy wiedzą, że do niedawna borykałem się z podobnymi wyzwaniami i mam świadomość ich codziennych wyzwań. Potrafię ocenić, co może stanowić realny problem we wdrożeniu danego projektu w restauracjach. Staram się mieć w sobie dużo pokory i sprawdzać z pracownikami nasze inicjatywy, bo czasami wystarczy drobna zmiana, żeby ułatwić im pracę. Są rzeczy, które da się zauważyć tylko pracując ramię w ramię z pracownikami.

Co teraz należy do twoich zadań? Jak ci się pracuje z biura?
Pracuję w terenie w całej Polsce. Zajmuję się planowaniem i wdrażaniem projektów McDonald's. Kluczowe dla mojego zespołu jest to, żebyśmy mówili językiem restauracji, publikowali komunikaty, które są zrozumiałe i pomagają w codziennej pracy. Odwiedzamy restauracje i obserwujemy, jak nasze pomysły sprawdzają się w praktyce. Przygotowujemy też materiały szkoleniowe dla pracowników w formie biuletynów czy webcastów i prowadzimy szkolenia.

Poleciłbyś pracę w McDonald’s młodym osobom? Jeśli tak, to dlaczego?
Uważam, że McDonald’s to szkoła, która daje solidne przygotowanie do życia zawodowego, nie tylko w gastronomii. Pracownicy uczą się tutaj odpowiedzialności za swoje działanie, zaangażowania, sumienności, punktualności. Zatrudnienie w McDonald’s to przede wszystkim ciężka praca z ludźmi – tysiące charakterów i osobowości. Na pewno jest to duży rozwój jeśli chodzi o komunikację, a przecież to kompetencja wymagana niemal przez każdego pracodawcę. Dobrym przykładem jest tutaj moja żona, która po ukończeniu studiów została nauczycielem w przedszkolu i ukończyła studia podyplomowe z zarządzania oświatą. Dzięki doświadczeniu, jakie zdobyła, będąc managerem w McDonald’s, większość materiału miała już opanowaną.

Czyli praca w McDonald’s pomaga w karierze również w innych branżach?
Mam wielu znajomych, którzy pracowali w restauracji, a teraz są już w innych firmach i mówią, że dzięki doświadczeniu zdobytemu w McDonald’s mogli od razu otrzymać kierownicze stanowisko. Przykładowo – ktoś ukończył studia na kierunku produkcyjnym i przez to, że pracował jako manager w restauracji, mógł od razu zarządzać ludźmi, a nie zaczynać ścieżkę kariery od początku.

Coraz więcej mówi się też o różnorodności w zespołach. Jak to wygląda w McDonald’s?
W restauracjach pracują osoby różnych narodowości i z bardzo różną osobowością. Zatrudniamy zarówno osoby młodociane, jak i takie, które są już na emeryturze. Różnorodność jest naszą największą siłą. Manager, który zarządza takim zespołem, ma duże pole do popisu i na pewno poradzi sobie później w każdej firmie.

A czy McDonald’s oferuje managerom szkolenia, czy wszystkiego uczycie się w praktyce?
Oczywiście mamy szkolenia. Firma kładzie duży nacisk na rozwijanie kompetencji przywódczych, są też dodatkowe kursy z innych obszarów. Sam brałem udział np. w cyklu szkoleń dla managerów. Cały czas uruchamiamy nowe programy, które uczą m.in., jak się komunikować czy budować autorytet wśród pracowników. Niedawno wystartowały też kursy językowe – zarówno dla Polaków, jak i obcokrajowców. To ogromna szansa na rozwój. Kiedy ja zaczynałem pracę w restauracji, nie mieliśmy aż takich możliwości jak teraz, jeśli chodzi o szkolenia. Widać, że McDonald’s zmienia się na lepsze.

Co jeszcze zmieniło się w McDonald’s przez ten czas od kiedy pracujesz?
Przede wszystkim zmieniło się pokolenie. Kiedy zaczynałem pracę, większość pracowników nie miała jeszcze smartfonów. Teraz wszystkie informacje są dostępne w internecie, każdy może np. sprawdzić grafik w telefonie. Jest większy dostęp do informacji, są e-learningi, a to buduje poczucie bezpieczeństwa, bo wiemy, co się dzieje w firmie. Na pewno zmieniło się też podejście do pracowników. Często pytamy ich o zdanie, chcemy wiedzieć, co im pomaga, a co utrudnia codzienną pracę. Wprowadziliśmy projekty związane z gościnnością, co mocno wpłynęło na postrzeganie firmy. Dziś relacje z pracownikami są bardzo partnerskie i pracownicy wiedzą, że mogą do nas przyjść ze swoimi wątpliwościami i pytaniami.

A jeśli chodzi o życie prywatne, to co się zmieniło od czasu, kiedy wyprowadziłeś się z Kępna?

Aktualnie jestem szczęśliwym tatą i większość mojego wolnego czasu zajmuje córka. Zabawy z nią to coś, co lubię najbardziej. Zdarza mi się wychodzić, żeby pograć w siatkówkę. W związku z moją pracą i częstymi podróżami lubię też słuchać audio-booków.

Przeczytaj
poprzedni
19 czerwca 2019
Najbardziej podoba mi się w McDonald’s tempo pracy i różnorodność zadań
Przeczytaj
następny
25 listopada 2019
Cały czas czerpię z wiedzy wyniesionej z McDonald’s
Aplikuj