Cały czas czerpię z wiedzy wyniesionej z McDonald’s Aplikuj

Zarządzanie zespołem, motywowanie ludzi, organizacja pracy i wiele innych cennych umiejętności, a przede wszystkim otwarcie na drugiego człowieka i umiejętność postawienia się w jego sytuacji – to wszystko wyniosła z pracy w McDonald’s Ewa Marcinkiewicz – dziś analityk biznesowy z wieloletnim doświadczeniem w firmach telekomunikacyjnych. W wywiadzie mówi m.in. o tym, jak to się stało, że zatrudniła się w restauracji i jak potoczyła się jej przygoda z McDonald's.

Zaczynałaś pracę w McDonald’s na początku lat 90. Jak wtedy wyglądała rekrutacja?

Pamiętam, że jako osiemnastolatka zobaczyłam w telewizji reportaż na temat otwarcia pierwszej restauracji McDonald’s w Moskwie. Patrzyłam z ciekawością na wielkie kolejki i zrobiło to na mnie duże wrażenie. Niedługo potem, kiedy kończyłam liceum medyczne, przeczytałam w gazecie, że w Polsce otworzy się pierwsza restauracja tej amerykańskiej sieci. Złożyłyśmy z koleżankami CV w biurze firmy i dostałyśmy zaproszenie na rekrutację, która odbywała się w Hotelu Victoria w Warszawie. Było bardzo dużo chętnych i ogromna konkurencja, żeby dostać tę pracę. Niewielu z nas wyszło wtedy z ofertą zatrudnienia.

To musiało być ciekawe doświadczenie – praca w tak młodym wieku, w jednej z pierwszych zagranicznych firm w Polsce i to zaraz po zmianie ustroju.

To było niezwykłe przeżycie – wszyscy byliśmy zmotywowani i bardzo nam zależało, żeby się sprawdzić w tym zespole. To był pierwszy McDonald's w Polsce, więc szkolili nas instruktorzy i kadra managerska, wśród której byli m.in. Rosjanie, Serbowie czy Chorwaci. To był czas intensywnej nauki od podstaw. Pierwszy raz miałam do czynienia z procedurami, musiałam zapamiętać np. wszystkie czasy smażenia poszczególnych potraw, ale podchodziłam do tego z pasją i nawet do dziś mam to w głowie.

A co cię najbardziej zaskoczyło?

Pozytywnie zaskoczyła mnie kultura pracy i pozytywna energia między ludźmi. Mieliśmy tłumy gości, więc na początku pomagały nam osoby z biura. Konsultanci i managerowie wykonywali te same zadania co my. W tamtych czasach to było niespotykane w polskich firmach. Pamiętam nawet, jak ówczesny dyrektor McDonald’s Polska – Tim Fenton, widząc długą kolejkę, sam ściągał marynarkę i pracował z nami ramię w ramię.

Jak później rozwijała się twoja kariera w McDonald’s?

Przez pierwsze trzy miesiące pracowałam na stanowisku pracownika restauracji, później awansowałam na instruktora i niedługo po tym otrzymałam promocję na tzw. swing managera, czyli szefa zmiany. W tej roli pracowałam ponad rok, biorąc udział w otwarciu kilkunastu kolejnych lokali McDonald’s w całej Polsce. Przełożeni zauważyli moje zaangażowanie, zaufali mi i wszystko prowadziło do tego, abym mogła zarządzać już całą restauracją. Ten etap zakończyłam na stanowisku II asystenta, czyli zastępcy kierownika.

Pewnie poczułaś się wtedy doceniona?

To jest coś, co wyróżnia McDonald’s – informacja zwrotna była przekazywana na każdym etapie kariery. Jeśli musiałam coś poprawić, to przekazywano mi to tylko i wyłącznie w cztery oczy, tak, żebym nie czuła się źle, tylko wiedziała, co mogę robić lepiej. Chwalenie natomiast zawsze było publiczne, pokazywano dobrych pracowników jako wzór. Kiedy zwyciężyłam w konkursie sprzedażowym, to wisiał plakat, że udało mi się tego dokonać. Dla mnie jako dwudziestolatki był to duży sukces. Od początku słyszałam od przełożonych, że doceniają moją pracę i chcą, żebym się dalej rozwijała. McDonald’s uświadomił mi, jak ważne jest docenianie pracowników, nawet poprzez małe gesty, o których często się dziś zapomina, a szkoda.

Jak wyglądały relacje w zespole? Była rywalizacja?

Nigdy nie widziałam, żeby ktoś ze sobą konkurował. Jeśli była rywalizacja to zdrowa i tylko między restauracjami, ponieważ uczestniczyliśmy w różnych konkursach jako grupa. McDonald’s opiera się na silnym zespole i wspierających się ludziach. Miło wspominam też przełożonych. Zawsze mogłam liczyć na ich pomoc i dobrą radę, w jakim kierunku się mogę rozwijać. Do dziś przyjaźnię się z osobami, które tam poznałam. Organizujemy nawet cykliczne spotkania w gronie znajomych z McDonald’s.

A kiedy sama zarządzałaś zespołem, to co było dla ciebie największym wyzwaniem i czego się nauczyłaś?

Pierwszy raz miałam do czynienia z naukowym podejściem do zarządzania. McDonald’s inwestował w mój rozwój – ukończyłam kursy dla kadry kierowniczej, ale mogłam też liczyć na bardziej doświadczone koleżanki i kolegów. Nauczyłam się, jak budować silny zespół, motywować pracowników, planować i koordynować pracę, delegować zadania, analizować złożone problemy i działać procesowo. Natomiast najtrudniejszym wyzwaniem, z jakim musiałam się zmierzyć, było przeprowadzenie ewakuacji restauracji. Przez to, że cały czas miałam wsparcie przełożonych, z każdej stresującej sytuacji wychodziłam wzmocniona, dostawałam też informację zwrotną od mojego zespołu. Bardzo mnie to rozwinęło jako szefa i do dziś czerpię z tej wiedzy.

Jak to się stało, że później trafiłaś do biura?

Nie spodziewałam się, że praca w restauracji może mnie zaprowadzić tak daleko, ale ta firma szuka mocnych stron w ludziach i pomaga w ich rozwijaniu. Zawsze interesowałam się kampaniami reklamowymi, pilnowałam żeby restauracja była do nich odpowiednio przygotowana, współpracowałam z hostessami. Pewnego dnia do mojej restauracji na Ostrobramskiej przyjechał dyrektor operacyjny i zaproponował mi stanowisko koordynatora marketingu lokalnego. To był efekt dostrzeżenia moich kompetencji i zainteresowań. Przeszłam szkolenie w dziale marketingu i kolejne pięć lat spędziłam, dbając o realizację promocji w restauracjach. Liczba lokali, którymi się opiekowałam była coraz większa, aż w końcu zajmowałam się promocją we wszystkich restauracjach McDonald’s w Polsce.

Czy każdy może tak samo awansować? Co trzeba zrobić?

Przede wszystkim trzeba wykazać się zaangażowaniem, mieć otwartą głowę, nie bać się wyzwań i mieć pozytywne nastawienie. Jeśli przełożeni widzą, że pracownik chce się wykazać i ma do tego predyspozycje, to zrobią wszystko, aby mu w tym pomóc. Sama 27 lat temu nie pomyślałabym, że tak daleko uda mi się dojść. Dzięki pracy w McDonald’s wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych i warto podchodzić do nowych wyzwań z entuzjazmem.

Twoja przygoda z McDonald’s dobiegła końca. Jak teraz z perspektywy czasu patrzysz na to doświadczenie?

Mimo że zawodowo jestem dziś w zupełnie innym miejscu i pracuję jako analityk biznesowy, to do tej pory świecą mi się „eMki” w oczach. Uważam, że McDonald’s to świetne miejsce na rozpoczęcie kariery, bo już na samym początku uczy koncentracji na kliencie i pracy w grupie, czyli tak cennych dziś kompetencji. Młodzi ludzie poza tym, że mogą tu dopasować grafik do zajęć, to uczą się też pokory i otwarcia na drugiego człowieka. Najlepszym potwierdzeniem moich słów jest to, że mój syn również rozpoczął swoje życie zawodowe z McDonald’s, a młodsza córka tylko czeka aż ukończy 16 lat i też będzie mogła się tu zatrudnić.

W jakim miejscu życia zawodowego dziś jesteś?

Przygotowuję wymagania biznesowe do projektów informatycznych w międzynarodowej firmie z branży telekomunikacyjnej. Zostałam zaproszona, zarówno do tej pracy, jak i poprzedniej, dzięki kompetencjom zdobytym w McDonald’s. Nikogo nie zostawiam samego z problemem i traktuję współpracowników tak, jak sama chciałabym być traktowana. Jestem wdzięczna, że tyle we mnie zainwestowano i obdarzono mnie zaufaniem. McDonald’s był moim strzałem w dziesiątkę i wiem, że gdyby nie to doświadczenie, nie byłabym tu, gdzie jestem teraz. A w przyszłości – kto wie? Cieszę się, kiedy widzę, że coraz więcej starszych osób, nawet na emeryturze, pracuje w restauracjach i ma z tego radość. Być może ja też kiedyś tam wrócę i zakończę karierę tam, gdzie ją zaczęłam.

 

Przeczytaj
poprzedni
7 listopada 2019
W McDonald's skupiamy się na kompetencjach przywódczych
Aplikuj